dino

dino

19 listopada 2017

cienie w kredkach... ostatnio ulubione :)

Aktualnie jestem w trakcie poszukiwan i testowania roznych cieni w kredkach. Co mnie ostatnio naszlo i siegnelam po moje trzy cienie z Chanel... i uzywam namietnie i praktycznie w kazdym makijazu. Szybko i wygodnie a efekt mi sie jak najbardziej podoba i do tego bardzo dobrze sie na powiece trzymaja. Jedyny problem w tym, ze niestety Chanel mial je ofercie limitowanej i niestety nie mozna ich juz kupic. Dlatego tez wyruszylam na wirtualne poszukiwania, dwie pierwsze przyniosl mi listonosz pod koniec tygodnia i zaraz zabralam sie za intensywne testowanie :)


Jak wiadac na zdjeciach na pierwszy rzut poszla kredka z Bobbi Brown i by Terry. Glownie dlatego, ze te obie dostepne byly w Douglasie online a do tego mialam znizke. Polecano mi jeszcze kredke z Burberry ale ta niestety musze u nich na stronie zamowic (albo przejechac sie do Monachium) oraz kredke Laura Mercier i ta tez wczesniej czy pozniej znajdzie sie u mnie... ale nie wszystko na raz. Na razie skupie sie na tych dwoch, co juz mam.


Wage obie kredki maja zblizona by Terry ma 1,64g a Bobbi 1,60g z tym, ze BB jest drozsza i musze przyznac douglasowa cena jest dosc kosmiczna. Zycza sobie 38,00€ za Bobbi i 34,00€ za Terry. Z tym, ze ogolnie Douglas ma dosc wysokie ceny i najlepiej szukac gdzie indziej. Na przyklad Parfumdreams ma ta sama kredke za 29,00€ ... jak widac roznica spora ale to nic nowego, ze Douglas przegina z cenami.


Obie kredki sa rownie przyjemne w uzyciu... kremowe i mieciutkie. Dobrze sie rozcieraja. Zeby miec jakas roznice to z Terry wzielam o wykonczeniu perlowym a z Bobbi taka bardziej satynowa bo mat to to nie jest ale w kazdym razie jest bez polysku. Z tym, ze oczywiscie takie z polyskiem tez maja w ofercie. Ta od Terry jest wg producenta wodoodporna, Bobbi podaje tylko, ze jest to Long - Wear (do 8 godzin bez zmian w wygladzie).


Bobbi Brown w kolorze Heather Steel bo pomyslalam sobie, ze taki chlodnawy braz zawsze sie przyda.


by Terry w kolorze Misty Rock czyli tez cos rodzaju jasnego brazu ale z taka rdzawa poswiata. Ja uwielbiam takie odcienie i pieknie sie na oku prezentuja. W ogole to ta firma ma dwa rodzaje cieni w kredce w ofercie. Ja wybralam ta drozsza wersje Ombre Blackstar.


Oba kolory sa piekne i dobrze nasycone ale i po roztarciu prezentuja sie bardzo ladnie a do tego kolor pozostaje na powiece. Intensywnosc oczywiscie mozna stopniowac. Az uzyskamy taki efekt jaki chcemy. Jak juz pisalam u mnie trzymaja sie caly dzien, po wielu godzinach wygladaja tak jakbym je przez chwila nalozyla. Nie zbieraja sie w zalamaniu i nie znikaja z powieki. To jest doskladnie to czego szukalam. Do tego mozna je tez uzywac jako cienie bazowe pod normalnie cienie, wiec w sumie nie ma granic jezeli chodzi o makijaz, tak samo mozna zrobic cos bardziej skomplikowanego. Z tym, ze ja jeszcze nie probowalam uzywac ich jako bazy ale jak kiedys je w ten sposob wykorzystam, to na pewno podziele sie z wami wrazeniami.


Na pewno skusze sie na kolejne kolory z obu firm, bo obie karedki bardzo mi podeszly. U Bobbi wypatrzylam juz cudny fiolet i bardzo jestem ciekawa jaki bedzie na zywo. Plusem BB jest wybor odcieni bo dostepnych ma 18 a u Terry jest tylko 8 ale wiadomo wszystkie i tak nie sa mi potrzebne, wybiore sobie takie, ktore beda mi pasowac. A przy okazji oczywiscie rozejrze sie za tym co w ofercie maja pozostale firmy... te o ktorych pisalam wyzej i moze popatrze u Lancome, bo tez cos takiego maja. O ile plynne cienie nie spodobaly mi sie az tak bardzo, oczywiscie nie jezeli chodzi o wyglad ale raczej o aplikacje i malowanie nimi. Tak te w kredce sa idealne... latwe w obsludze i efekt tez dokladnie taki jak lubie.


9 listopada 2017

niemieckie obywatelstwo... co i jak :)


Ostatnio jak pisalam, ze skladam papiery na niemieckie obywatelstwo i pozniej jak wrzucilam swiadectwo przyznania i paszport, to za kazdym razem dostawalam pytania co potrzebowalam i jak to cale zalatwianie wyglada. Wiadomo, ze biurokracja niemiecka nie jest latwa do zgryzienia ale o dziwo jezeli chodzi obywatelstwo, to nie jest to takie straszne jakby sie wydawalo :)

Nie jestem specjalista w tej dziedzinie i moje doswiadczenie to tyle co mialam przy moim zalatwianiu. 

Z tego co wiem obywatele UE musza przez 8 lat mieszkac na terenie Niemiec, zeby moc sie ubiegac o obywatelstwo. Chyba, ze tak jak w moim przypadku wyszlo sie lub ozenilo z osoba posiadajaca niemieckie papiery. Moj maz ma tylko niemieckie, wiec ja moglam juz po trzech latach zlozyc wniosek. Wtedy jeszcze nie moglam zachowac polskiego... musialabym z niego zrezygnowac, dlatego nie chcialam od razu sie za to zabierac. Teraz mozna miec w Niemczech wiecej obywatelstw i moglam moje zachowac. Tak tez zrobilam i mam aktualnie dwa. Nie dosc, ze zrzeczenie sie sporo kosztuje, to nigdy nie wiadomo i jak mozna miec dwa to czemu nie. Jesc nie wolaja. 

Co do testu integracyjnego i testu z jezyka to niestety za wiele nie moge napisac. Wiadomo oba trzeba zdac. Ja nie musialam poniewaz zrobilam tutaj szkole. W moim przypadku byla to wyzsza szkola zawodowa (dla tych co nie wiedza, jestem z zawodu pielegniarka) i przez te trzy lata mialam w szkole niemiecki oraz przedmiot socjalno - prawny (czyli Rechts- und Sozialkunde).

Wiadomo nie mozna miec zadnych problemow prawnych i nie mozna korzystac z socjalnej pomocy.

Cale zalatwianie w moim przypadku, to byly trzy dosc krotkie wizyty w urzedzie. Aktualnie koszt otrzymania obywatelstwa to 255€.

Pierwsza wizyta to bylo z mojej strony wyrazenie checi zostania obywatelka Niemiec. Dostalam parostronicowy wniosek do wypelnienia i liste, na ktorej pani zaznaczyla mi co musze dostarczyc. Byly tam swiadectwa niemieckie (o ile ktos posiada), swiadectwa zawodowe, zaswidczenie o tym, ze placi sie na rente i o ile dobrze pamietam zaswiadczenie o ubezpieczeniu spolecznym. Do tego zyciorys i przetlumaczony (potwierdzony notarialnie) akt urodzenia. Ja nie wiem, czy w kazdym Landzie wyglada to w 100% tak samo. Bawaria jest niezaleznym Landem i w roznych dziedzinach sa drobne roznice ale ogolnie powinno to mniej wiecej tak samo wygladac, bo w koncu chodzi o obywatelstwo niemieckie. Musialam tez dolaczyc trzy ostatnie "kwitki" z pracy dotyczace zarobkow. Kopia paszportu, zdjecie i oczywiscie wypelniony wniosek. Ten sam w sobie jak to wniosek... trzeba podac wszystkie dane osobowe, dzieci o ile sie ma, szkoly, miejsce pracy itd. itp. ... sa tez dwa pytania, ktore powoduja opad rak ale ogolnie nie sa jakies wyjatkowo trudne. Pierwsze to dlaczego chcemy niemieckie obywatelstwo. Mozna napisac dlaczego ale jako obywatele Unii w sumie nie musimy tam nic pisac. Ja dla swietego spokoju napisalam... dwa czy trzy zdania, nikt nie wymaga elaboratu. Drugie to dlaczego chcemy zatrzymac posiadane obywatelstwo. Tu tez napisalam, ze skoro mozna to dlaczego nie i nie widze powodu, dlaczego mialabym rezygowac. Musialam tez podjechac do ratusza i tam dostalam na wniosku potwierdzenie, ze jestem tu zameldowana.

Druga wizyta polegala na oddaniu tego wszystkiego. Pani sprawdzila czy wszystko mam i czy wszystko pasuje. Do tego wypelnilam a wlasciwie podpisalam pare roznych papierkow lacznie z parostronicowym oswiadczeniem, ze nie naleze do zadnych organizacji terrorystyczych lub prawicowych. 

Trzecia po okolo 4 tygodniach to byl odbior mojego zaswiadczenia o przyznaniu obywatelstwa, wtedy tez musialam zaplacic te 255€ i ze swiadectwem udalam sie ponownie do ratusza, u mnie akurat urzad jest w ratuszu... zalety mieszkania na zadupiu. I tam tez zlozylam wnioski o dowod i paszport. 

I to wszystko :) ... mam nadzieje, ze cos wam to pomoze a przynajmniej tym co sie nie moga zebrac za zalatwienie tego calego kramu. Jakies pare lat temu przytargalam juz wniosek i liste do domu ale jakos wydawalo mi sie, ze to tyle zalatwiania. Wtedy jeszcze bylam w szkole. Wtedy o ile pamietam chcieli jeszcze akt slubu, zarobki meza i jego zaswiadczenie o posiadaniu niemieckiego obywatelstwa, wiec w sumie u kazdego wyglada to troszeczke inaczej, w zaleznosci jakie papiery trzeba zalaczyc.

Nie wiem czy czegos nie zapomnialam... jak cos to pytajcie w komentarzach :)

Wiecej informacji a wlasciwie praktycznie wszystko znajdziecie na tej stronie > klik <


21 października 2017

Retusz w sprayu do wlosow... L'Oreal kontra Syoss :)

Uzywam juz od dluzszego czasu... czasami niestety nie udaje mi sie zdazyc zafarbowac wlosy i pojawia sie moja siwizna. Tak tak... starosc nie radosc ;) ... ilosc siwkow czasami mnie przeraza. Farbuje wlosy od tylu lat, ze nawet nie wiem jak aktualnie wygladaja moje naturalne. Oprocz tego, ze sa dosc jasne, mysie i w duzym stopniu siwe. Dlatego lubie tego typu retusze, czasami ratuja mi zycie i nie wygladam jak wyplosz. Wiadomo, ze nie wszystkim bedzie pasowac ale ja jestem bardzo zadowolona i jak tylko mi sie konczy, to kupuje kolejne opakowania.


Jako pierwszy trafil do mnie L'Oreal Magic Retouch w kolorze ciemnobrazowym/czarnobrazowym. To chyba aktuanie moj ulubieniec i bardzo chetnie po niego siegam. Dostepny jest praktycznie w kazdej drogerii, wydajnosc tez jest calkiem w porzadku ale ostatnio widzialam tez taki w wersji profesionalnej i bardzo jestem ciekawa, czy jest jakas roznica. Moze kiedys sprawdze.


Dzis chcialam napisac o innym produkcie, ktory jakis czas temu zobaczylam w sklepie i ciekawa bylam czy bedzie lepszy od L'Oreala. Syoss  (ja mam w kolorze ciemnobrazowym) tez jest ogolnie dostepny, wiec myslalam, ze moze bedzie dobrym zamiennikiem.


Oba kosmetyki maja taki sam sposob aplikacji... to co mnie pchnelo w kierunku Syossa to wieksza zawartosc 120 ml to sporo wiecej w porownaniu do L'Orealowych 75 ml.


Niestety Syoss sie u mnie nie sprawdza. Nie chodzi o trwalosc, czy kolor... bo to jest ok. W przypadku L'Oreal aplikacja jest o wiele przyjemniejsza i wyglada to o wiele naturalniej. Koncowka o wiele lepiej rozpyla produkt, ktory rownomiernie pokrywa odrost. Syoss bardzo mocno psika, przez to zamiast na wlosach laduje na skorze glowy, co wyglada niezbyt dobrze...zeby nie powiedziec, ze fatalnie. Do tego jest bardziej mokry i czasami wylatuja wieksze krople. Co plami wszystko dookola albo laduje na przyklad w oku... co uwierzcie mi, nie jest zbyt przyjemne. Roznice w rozpylaniu widac dosc dobrze na ponizszym zdjeciu.


Jakos bede musiala tego Syossa zuzyc ale wiem, ze wiecej go nie kupie. Pozostane na razie przy L'Oreal az nie trafie i o ile trafie na cos lepszego.Prawde mowiac nie znam zandych innych produktow tego typu... tzn. firm, ktore cos takiego robia.

14 października 2017

post o pustych opakowaniach :)


Obiecalam sobie, ze nie bede gromadzila opakowan miesiacami, bo potem tylko o nich zapominam i zalegaja mi w szufladzie. Dzieki temu kolejne denkowe posty nie beda zbyt dlugie. Tym razem mam pare produktow pielegnacyjnych i pare kolorowych :)


Skindinavia No More Shine Makeup Finish mial byc najlepszym plynem utrwalajacym makijaz. Niestety u mnie jakos specjalnie sie nie sprawdzil, wiec wiecej go nie kupie... nie dosc, ze trudno dostepny, to nie dla mnie.

Bumble and Bumble Color Minded Shampoo dobry i delikatny szampon do wlosow farbowanych. Wydajny i bardzo milo sie go uzywalo. Delikatny dla skory glowy.

Chanel Mousse Douceur moja ulubiona pianka do mycia twarzy. Wydajnosc niesamowita... sluzyla mi wyjatkowo dlugo i w sumie szkoda mi bylo troche, ze sie skonczyla, bo z tego co kojarze, wycofano ja ze sprzedazy. Z tym, ze na szczescie znalazlam cos innego ale o tym innym razem. Swietnie myla i przede wszystkim oczyszczala, nie wysuszala mi skory. Wiadomo lepiej jak nie dostala sie do oka, bo wtedy potrafila piec ale w koncu nie byla przeznaczona do mycia oczu ;)

La Solution 10 de Chanel kocham dozgonnie i co jakis czas kupuje kolejne opakowanie. Prosty skad, ktory moja skora bardzo lubi. Szczegolnie latem lubilam go uzywac. Na pewno do niego wroce. Dobrze nawilzal i odprezal skore, pewnie w jakis sposob odzywial ale jest delikatny i przyjemny. Wydajnosc tez calkiem w porzadku.

La Roche - Posay Effaclar plyn micelarny dla mieszancow, ktory oczyszcza ale nie wysusza. Kupuje co jakis czas, jak mam wrazenie, ze moja skora potrzebuje. Zawsze dobrze mi sluzy, dlatego chetnie do niego wracam.

Chanel Le Lift Creme Riche od paru lat ulubiony odzywczy krem na noc. Pisalam o nim juz kilka razy, kolejne opakowanie czeka w szufladzie.

Organique cukrowa pianka peelingujaca taki przyjemny bajer do mycia. Ladnie pachnie i milo pouzywac dla odmiany.


Chanel Poudre Cristalline to byl moj ulubieniec... przez lata. Mam jeszcze ostatnie opakowanie Le Blanc, co jest w sumie tym samym pudrem. A potem bedzie smuteczek i poszukiwanie czegos innego.

Chanel Les Beiges Healthy Glow Foundation podklad ktory sprawial mi troche problemow. Raz mi swietnie sluzyl, potem znowu kompletnie mi nie podchodzil. Ogolnie jakbym miala podsumowac, to bardziej wypadlo by to na plus ale ponownie go nie kupie, sa inne ktore mi lepiej sluza.

Giorgio Armani lasting silg UV foundation zdecydowanie moj ulubieniec. Podklady armanka sluza mi najlepiej a ten jest jednym z najlepszych. Mam dwie ulubione firmy, ktorej podklady sa dla mnie najlepsze i choc od czasu do czasu z ciekawosci kupie cos innego, to ciagle wracam do tych ulubionych.

Guerlain Super Aqua Serum BB+ Hydra SPF 25/PA++ to bebe krem, ktory lubie i swietny jest jako dzienny lekki krem z filtrem. Dobrze nawilza i ladnie wyglada na twarzy. Jeden z lepszych wysokopolkowych bebe kremow.

Diorshow Maximizer Lash Serum uzywalam zarowno pod tusz gdy moje rzesy byly slabsze, jak i jako odzywke na noc. Wiadomo to zupelnie inna bajka niz odzywki typu Revitalash ale i tak uwazam, ze jest do dobry kosmetyk i co jakis czas do niego wracam.

Revitalash uzywam na przemian z Realash... juz nie wiem od ilu lat. Mi sluzy ale po jakims czasie efekt jest slabszy, dlatego musze zmieniac. Nie podraznia mi oczu a i cena z czasem troche sie obnizyla.

Dior Lip Glow to moj ulubiony balsam do ust. Nie trzeba go przedstawiac, pojawial sie juz pare razy u mnie na blogu.

Diorshow Fusion Mono Matte to kremowy cien, o ktorym napisze nizej.

Guerlain Clis D'enfer Mascara jeden z ulubionych tuszy, wracam do niego co jakis czas. Tez juz sie pojawial w moich postach.

Marc Jacobs O!Mega Lash Mascara aktualnie moj faworyt wsrod tuszy, jak widac uzywam namietnie i kolejny jest w uzyciu. Teraz moge w koncu kupowac kosmetyki Marc Jacobs w Niemczech, wiec moja radosc jest ogromna, bo pozostane przy nim tak dlugo, jak dlugo bedzie mi sluzyl i jak dlugo bedzie w sprzedazy.


Wracajac do cienia diorowego w kremie. Ehhhh... to jeden z moich osobistych bubli w ostatnich czasach. Mam pare roznych cieni w kremie, roznych firm... jednie z tym cos takiego sie zrobilo. Uzywac sie go nie da... aktualnie jest to cos miedzy plastikiem i plastelina. Szkoda bo to fajny kolor. Nie wiem czy te nowe maja lepsza formule ale troche sie do nich zrazilam.

***

To byloby tym razem na tyle :)



5 października 2017

kosmetyki do wlosow Balmain... moje wrazenia :)


Do wyprobowania kosmetykow do wlosow Balmain, skusilam sie po dobrych ocenach Inesbeauty. I choc wiem, ze ona ma zupelnie inne wlosy... to i tak postanowilam je przetestowac. Jak sie nie sprawdzi, to sie nie bedzie wiedzialo. A  ja czasami potrzebuje odmiany. 
Zdecydowalam sie na trzy produkty, ktore najbardziej powinny mi odpowiadac. Szampon nadajacy objetosc moim nedznym klaczkom, maska ktora naprawi zniszczenia i nada im blasku i olejek na puszace sie koncowki, ktory nie obciazy i nie zrobi mi smetnych straczkow. 

Wszystkie produkty zawieraja olej arganowy, proteiny jedwabiu i powitamine B.


Wedlug producenta: Nie zawiera parabenów ani siarczanów. Formuła zawierająca eliksir arganowy i proteiny jedwabiu nawilża, dodaje blasku i wygładza. Posiada delikatny, sygnaturowy zapach Balmain.


Szampon jest bardzo przyjemny w uzyciu i ma bardzo ladny zapach. Dobrze sie pieni i robi to co powinien czyli myje. Moja fanabaryjna skora glowy go lubi... i to jest bardzo wazne. Co do objetosci to jest efekt ale wiadomo, przy trzech wlosach w pieciu rzedach nie ma co oczekiwac cudow ;)

Opakowania sa proste... bialo - czarne a zawartosc to 300 ml. Jedyne co mnie do szalu doprowadza to ta cholerna pompka. Z zalozenia powinno byc to ulatwieniem ale niestety nie jest. Tak ciezko sie ja naciska, ze w momencie gdy mam mokre rece albo mam juz na nich troche szamponu... to naprawde dosteje szczekoscisku i wtedy zycze sobie butelke bez takiego "ulatwienia".


Wedlug producenta: Maska intensywnie pielęgnująca na włosy. Efekt: odbudowuje, odżywia, nadaje blask. Intensywnie naprawcza maska dla włosów naturalnych i po koloryzacji oraz zniszczonych. Formuła wzbogacona czystym organicznym olejem arganowym. Odbudowuje uszkodzenia spowodowane nadmiarem zabiegów fryzjerskich, odżywia i rewitalizuje włosy od wewnątrz. Nadaje włosom blask, pozostawia je miękkie.


Bardzo te maske lubie, przede wszystkim nie obciaza mi wlosow a ja wlasnie z maskami przewaznie mam problemy. Ma dobra konsystencje i cudny zapach a do tego sprawdza sie calkiem dobrze, wlosy sa miekkie i dobrze sie rozczesuja a do tego wygladaja zdrowa i sie wsciekle nie pusza. 200 ml w opakowaniu i musze przyznac, ze jest wydajna a to tez plus przy kosmetykach, ktore troche wiecej kosztuja.


Wedlug producenta: Nawilżający eliksir Arganowy do włosów. Efekt: nawilża, dodaje blasku, wygładza. Regenerujący eliksir z czystego organicznego oleju Arganowego. Błyskawicznie odżywia włosy zapewniając gładki i „zdrowy” look. Nie zostawia śladów we włosach.


Moje wlosy naleza do tych, co bez silikonow wygladaja starsznie, wiec skoro robia mi one dobrze... to je uzywam i koniec. A jak do tego mam jeszcze olejek arganowy... i calosc cudnie pachnie i dziala, to jest pelnia szczescia. Do tego szalenie wydajny, nie wiem ile mi zajmie zuzycie tych 100 ml.

***

Podsumowujac jak dla mnie bardzo przyjemne i sprawdzajace sie kosmetyki. Wiadomo z produktami do wlosow jest jak z wiekszoscia... albo beda pasowac albo nie. Ja jestem zadowolona i dalej bede z przyjemnoscia korzystac... a jak sie skoncza, to wtedy sie zastanowie czy kupie ponownie, czy moze siegne po cos innego. 

17 września 2017

Paradise Extatic Mascara od L’Oréal

Ciekawosc i intuicja popchnely mnie w kierunku tego produktu, bo ogolnie wiadomo, ze drogeryjne tusze rzadko kiedy u mnie goszcza... po prostu mi nie odpowiadaja... a to konsytencja albo szczotka, ktora u mnie sie nie sprawdza albo po prostu nie pasuja mi pod wzgledem jakosci. Ten tusz pojawil sie jakis czas temu na europejskim rynku, po tym jak zrobil szal w stanach. Porownywano go do innego drozszego produktu firmy Too Faced, ktory tez cieszy sie duza popolarnoscia ale tez ma swoje wady. Ogolnie porownania w internecie wypadaja na korzysc Loreal, wiec zdecydowalam sie tylko na ten i to byl dobry wybor. 


Wedlug producenta tusz ma zwiekszac objetosc, pogrubiac, wydluzac i zageszczac. Zawarty w niej olejek rycynowy ma pielegnowac rzesy.  Koszt w Niemczech to 11 - 12 € zawartosc to 6,4 ml.

Szczoteczka jest miekka, dobrej wielkosci... nie jest ani za mala ani za duza, wloski ma w lekkim nieladzie, co jest tu jak nabardziej celowe, w ten sposob ma pokryc tuszem kazda rzese. Ja takie szczotki bardzo lubie, dla mnie jest prawie idealna. Ilosc tusz na szczotce tez jest wystarczajaca.


Konsystencja tez jak najbardziej mi odpowiada. Mam wrazenie, ze on taki bardziej suchy jest... czyli cos co lubie najbardziej. Nie ma dla mnie nic gorszego jak szczotka totalnie oblepiona klejacym albo zbyt mokrym tuszem. Wtedy od razu moge sobie darowac, bo z doswiadczenia wiem, ze nic z tego nie bedzie. Tu pierwsze spojrzenie i mile zaskoczenie, ze tusz ma wlasnie bardzo przyjemna gestosc ale nie jest klejuchem. To zadecydowalo o tym, ze wyladowal w moim koszyku. 


Jak juz pare razy wspominalam na insta... to dla mnie kosmetyczne zaskoczenie tego roku. Bardzo pozytywne zaskoczenie i jezeli dalej tak dobrze bedzie mi sluzyl, to pozostane przy nim dluzej. Szkoda tylko, ze ten pielegnacyjny aspekt... czyli zawartosc olejku rycynowego nie bedzie jakos specjalnie porywajacy. Na to nawet nie licze. Naprawde mozna bylo dac go troche wiecej a tak znajduje sie praktycznie na samym koncu skladu... dlugo trzeba go szukac a co za tym idzie, wiadomo ze ilosc znajdujaca sie w produkcie jest minimalna. No ale jakby nie bylo jest, wiec nie bede sie czepiac. Rzesy i tak hoduje na odzywkach. 

Efekt jaki daje na rzesach bardzo mi sie podoba. W poprzednim poscie jest zblizenie na rzesy i tam dobrze widac, jak prezentuje sie jedna wartswa. Wyglada mimo wszystko naturalnie ale przy tym ladnie podkresla rzesy i sprawia, ze sa widoczne nawet przy mocniejszym makijazu. Ja nie oczekuje dramatycznych efektow sztucznych rzes, wiec dla mnie efekt jest jak najbardziej zadowalajacy. Dokladnie tak powinny wygladac moje rzesy potraktowane tuszem. Ja nie lubie tez nakladac kolejnych warstw, wiec nie wiem jak wtedy by wygladaly ale pewnie efekt bylby mocniejszy i bardziej drama... to pozostawie tym, co takiego efektu szukaja. Tusz wytrzymuje na rzesach spokojnie caly dzien bez zmian... nie osypuje sie, nie robi pandy. Na rzasach przy malowaniu nie ma klumpow i ja co prawda musze rzesy potem przeczesac ale to drobnostka, bo czesze w sumie po kazdym tuszu :)


***

Sklad: Aqua/ Water, Paraffin, Potassium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera/ Carnauba Wax, Ethylene/ Acrylic Acic Copolymer, Styrene/ Acrylates/ Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba/ Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis- Diglyceryl Polyacylapaptide- 2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Steareth- 20, Glyceryl Dibehenate, Steareth- 2, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Acacia Senegal Gum, Tribehenin, Caprylyl Glycol, Glyceryl Behenate, Sodium Dehydroacetate, Hydrogenateg Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Tetrasodium EDTa, Ricinus Communis Oil/ Castor Seed Oil, Maltodextrin, Potassium Sorbate, BHT, Centaurea Cyanus Flower Extract 


9 września 2017

Chanel Les 4 Ombres Road Movie... jesienne inspiracje :)


Za oknem tak juz bardzo jesiennie... czas wyciagnac cieple swetry i szaliczki. Wiekszosc firm wypuscila juz swoje jesienne kolekcje i choc zapieralam sie, ze nic nie kupie... to jak zobaczylam nowa paletke, natychmiast przepadlam i wiedzialam, ze musze ja miec. Opakowanie standardowe od lat... uwielbiam ta prostote i czern chanelowych opakowan.


W ofercie sa dwie palety i obie cudne ale ja sie ograniczylam do jednej, tu przekonalo mnie zestawienie kolorow. Wlasnie takie jesienne idealne dla mnie. Zawartosc to 2g


Road Movie to dwa cienie, ktore sa praktycznie matowe i dwa z polyskiem... bardzo mi sie podoba takie polaczenie. Chanel do tej pory przewaznie mial bardziej blyszczace cienie i te sa tez prasowane. W tej drugiej paletce wygladaly na wypiekane, tak jak to kiedys w europejskich wersjach bylo. Na szczescie nasycenie w obu przypadkach jest rewelacyjne i tu widze jak wiele zmienilo sie w przeciagu ostatnich lat. Duza konkurecja zmusila wiele firm do poprawienia jakosci swoich cieni i bardzo mnie to cieszy.


Widac to juz na swatchach, ktore bez bazy prazentuja sie swietnie. Dwa srodkowe cienie maja polysk ale nie jest to typowa perla, te sa o wiele bardziej subtelne.


Paletka daje nam sporo mozliwosci mimo, ze mamy tylko 4 cienie. Mozna nia zrobic rozne werjse dziennych makijazy ale mozna tez wyczarowac cos mocniejszego na wieczor. Ja oczywiscie mam je nalozone na baze ale nie po to zeby wydobyc z nich kolor, bo tego naprawde nie trzeba... po prostu inaczej sie cienie u mnie nie trzymaja i tu bez wzgledu na firme. W kazdym badz razie jestem bardzo zadowolona z zakupu i chetnie po nie siegam... na przemian z YSL, ktora jakis czas temu pokazywalam :)


Pozostale kosmetyki uzyte w makijazu. 



20 sierpnia 2017

Maestro Glow bi-phase elixir pierwsze wrazenia :)


Ogolnie nie jest to zadna nowosc i gdyby nie to, ze nie podszedl mojej bratniej duszy (Wasza Wysokosc :*) ... to nie wiem, czy w ogole bym po niego siegnela, tym bardziej ze w kolejce czeka Power Farbic. Na jej suchej skorze podklad sie zupelnie nie sprawdzil, na mnie mieszancu jest po prostu bajka. Kiedys jeszcze na sroczym blogu pisalam o podkladzie Maestro... bardzo go lubilam i tez sie u mnie swietnie sprawdzal. Czasami mam wrazenie, ze Armani robi podklady wlasnie dla mnie, bo wiekszosc z nich wyglada u mnie dobrze i bardzo chetnie po nie siegam. 


Wg producenta: 

- Odżywczy i rozświetlający. 
- Wzbogacony w starannie wyselekcjonowanymi olejkami z pestek moreli, passiflory oraz ryżowych otrębów. 
- Komfortowa formuła z olejkami pozostawia skórę miękką, daje uczucie nagiej skóry, pozwala skórze oddychać. 
- Lekki... bazuje na technologii użytej w legendarnych podkładach Maestro oraz unikatowej formule olejków. 
- Ochronny z SPF 30 oraz olejki zabezpieczają skórę przed utratą nawilżenia. 
- Dzięki formule Micro Fil™ stopień krycia zależy od indywidualnych potrzeb, każda nałożona warstwa zwiększa stopień krycia.


Tak... niestety tak samo jak w przypadku Maestro i tu mamy kretynska pompke ale lepsze to jak nic, ciagle zdazaja sie podklady nie majace nic oprocz korka. Nie jest zle. Podklad jest bardzo plynny i faktycznie dwufazowy. Gdy postoi dwa dni nieuzywany olejki zbieraja sie na gorze, dlatego przed kazdym uzycie trzeba porzadnie wymieszac. Standardowo mamy 30 ml i sa to bardzo wydaje podklady. SPF 30 jak najbardziej mile widziany, moj ulubiebiec Lasting Silk UV ma tylko SPF 20. Nie mialabym nic przeciwko wiekszej ochronie.


Kolor... wiadomo jak dostalam w spadku, to nie mialam zbytni wplywu na kolor ale o dziwo idealnie mi pasuje. Z tym, ze to nic nowego... Armankowe podklady nie maja tej samej tonacji we wszystkich oferowanych na rynku. Kazdy z nich troche sie rozni i w kazdym mam inny numer. Ten wydaje sie o wiele ciemniejszy w butelce od Lasting Silk UV, ktory mam w kolorze 5.5 a mimo wszystko swietnie sie stapia z moja skora i jest praktycznie niewidoczny. Obie jestesmy zdania, ze na skorze wyglada jasniej jak w butelce. Do tego ciagle jeszcze jestem opalona po urlopie.


Czworka to zoltek... taki troche bardziej cieply. Tu widac plynnosc tego podkladu :)


Zaskoczylo mnie jego krycie. O dziwo jest calkiem przyzwoite a wydawalo mi sie, ze przy tej lekkosci to bedzie minimalne. Moje przebarwienia ladnie kryje, wystarcza jedna warstwa z wieksza iloscia nie eksperymentowalam ale nie wiem czy w koncu sie na mieszancku nie zwazy. Lepiej uzyc dobrego korektora i mniejszej ilosci podkladu.


Idealnie stapia sie u mnie ze skora i po chwili jest niewidoczny... tzn. podklad, bo efekt jest jak najbardziej widoczny i dokladnie taki jaki od takiego podkladu oczekuje. Ten "glow" tez nie jestjakos taki bardzo mocny. Wyglada sie swiezo ale nie ma to nic wspolnego z bombka. 

Sprawdza sie w gorace dni i trzyma sie u mnie dobrze. Sciera sie rownomiernie i nie robi plam. Naprawde nawet jakbym chciala, to nie moge sie do niczego przyczepic. Dla mnie to kolejny rewelacyjny Armankowy produkt, ktory na pewno zostanie ze mna na dluzej. 



2 sierpnia 2017

Couture Variation YSL... moje wrazenia :)


Paletka, ktora kupilam juz jakis czas temu i tak sobie lezala i czekala na swoja kolej. To byla limitowana edycja, dostepna byla w dwoch wersjach kolorystycznych i o ile ta druga bardziej naturalana ciagle jeszcze jest dostepna... ta jest o wiele trudniej do zdobycia, dlatego ciesze sie, ze ja mam :)


Tuxedo to paleta 10 cieni wg producenta podzielonych na baze czyli ten jasny cien po lewej i 3 x 3 cienie o roznej intensywnosci... i o roznych wykonczeniach. Wagowo mamy tu 6.5 g


Kolory jak dla mnie idealne... wszystko co lubie i mam tu wszystko czego mi potrzeba do wyczarowania przeroznych makijazy. Pigmentacja porzadna i sa bardzo przyjemne w uzyciu, dobrze sie je rozciera i ladnie sie lacza.


Uzylam piatego cienia z lewej i dwoch ostatnich... bardzo lubie takie polaczenie. Makijaz swietnie sie trzymal... oczywiscie na bazie.


22 lipca 2017

Rouge Coco Stylo... z bliska :)


Juz pare razy przygladalam sie tej pielegnujacej pomadce ale do tej pory dostepna byla w mocniejszych i zdecydowanie bardziej wyrazistych kolorach a ja jak wiadomo lubie lekko i nudkowato :) ... na szczescie w koncu sie zlitowali i wypuscili cos dla mnie.


217 Panorama to wlasnie taki cieply nudziak. Jak dla mnie ideal na codzien. Do poprawiania ust bez lusterka i w biegu. Krzywdy to raczej nikt sobie nim nie zrobi.


Faktycznie pielegnuje, usta sa dobrze nawilzone. Nie trzeba sie tez obawiac, ze wlosy nam sie do niej przykleja... jedyne co mozna by jej zarzucic, to dosc szybkie zuzywanie. W opakowaniu mamy 2g i znika to o wiele szybciej niz zwykla pomadka. Na pewno przy regularnym uzywaniu nie uda nam sie jej przeterminowac ale przy cenie, ktora nie jest bardzo przyjazna, takie szybkie zuzywanie nie jest mile widziane.


Niewiele tez ma ten produkt z blyszczyka. Bo z opisu producenta, to powinno byc wszystko w jednym. Dla mnie to bardzo przyjemna pomadka pielegnujaca. Nie wiem... moze te mocne kolory daja bardziej "taflowy" efekt, Panorama jest bardzo delikatna. Na moich jasnych ustach wyglada bardzo naturalnie.