dino

dino

17 września 2017

Paradise Extatic Mascara od L’Oréal

Ciekawosc i intuicja popchnely mnie w kierunku tego produktu, bo ogolnie wiadomo, ze drogeryjne tusze rzadko kiedy u mnie goszcza... po prostu mi nie odpowiadaja... a to konsytencja albo szczotka, ktora u mnie sie nie sprawdza albo po prostu nie pasuja mi pod wzgledem jakosci. Ten tusz pojawil sie jakis czas temu na europejskim rynku, po tym jak zrobil szal w stanach. Porownywano go do innego drozszego produktu firmy Too Faced, ktory tez cieszy sie duza popolarnoscia ale tez ma swoje wady. Ogolnie porownania w internecie wypadaja na korzysc Loreal, wiec zdecydowalam sie tylko na ten i to byl dobry wybor. 


Wedlug producenta tusz ma zwiekszac objetosc, pogrubiac, wydluzac i zageszczac. Zawarty w niej olejek rycynowy ma pielegnowac rzesy.  Koszt w Niemczech to 11 - 12 € zawartosc to 6,4 ml.

Szczoteczka jest miekka, dobrej wielkosci... nie jest ani za mala ani za duza, wloski ma w lekkim nieladzie, co jest tu jak nabardziej celowe, w ten sposob ma pokryc tuszem kazda rzese. Ja takie szczotki bardzo lubie, dla mnie jest prawie idealna. Ilosc tusz na szczotce tez jest wystarczajaca.


Konsystencja tez jak najbardziej mi odpowiada. Mam wrazenie, ze on taki bardziej suchy jest... czyli cos co lubie najbardziej. Nie ma dla mnie nic gorszego jak szczotka totalnie oblepiona klejacym albo zbyt mokrym tuszem. Wtedy od razu moge sobie darowac, bo z doswiadczenia wiem, ze nic z tego nie bedzie. Tu pierwsze spojrzenie i mile zaskoczenie, ze tusz ma wlasnie bardzo przyjemna gestosc ale nie jest klejuchem. To zadecydowalo o tym, ze wyladowal w moim koszyku. 


Jak juz pare razy wspominalam na insta... to dla mnie kosmetyczne zaskoczenie tego roku. Bardzo pozytywne zaskoczenie i jezeli dalej tak dobrze bedzie mi sluzyl, to pozostane przy nim dluzej. Szkoda tylko, ze ten pielegnacyjny aspekt... czyli zawartosc olejku rycynowego nie bedzie jakos specjalnie porywajacy. Na to nawet nie licze. Naprawde mozna bylo dac go troche wiecej a tak znajduje sie praktycznie na samym koncu skladu... dlugo trzeba go szukac a co za tym idzie, wiadomo ze ilosc znajdujaca sie w produkcie jest minimalna. No ale jakby nie bylo jest, wiec nie bede sie czepiac. Rzesy i tak hoduje na odzywkach. 

Efekt jaki daje na rzesach bardzo mi sie podoba. W poprzednim poscie jest zblizenie na rzesy i tam dobrze widac, jak prezentuje sie jedna wartswa. Wyglada mimo wszystko naturalnie ale przy tym ladnie podkresla rzesy i sprawia, ze sa widoczne nawet przy mocniejszym makijazu. Ja nie oczekuje dramatycznych efektow sztucznych rzes, wiec dla mnie efekt jest jak najbardziej zadowalajacy. Dokladnie tak powinny wygladac moje rzesy potraktowane tuszem. Ja nie lubie tez nakladac kolejnych warstw, wiec nie wiem jak wtedy by wygladaly ale pewnie efekt bylby mocniejszy i bardziej drama... to pozostawie tym, co takiego efektu szukaja. Tusz wytrzymuje na rzesach spokojnie caly dzien bez zmian... nie osypuje sie, nie robi pandy. Na rzasach przy malowaniu nie ma klumpow i ja co prawda musze rzesy potem przeczesac ale to drobnostka, bo czesze w sumie po kazdym tuszu :)


***

Sklad: Aqua/ Water, Paraffin, Potassium Cetyl Phosphate, Copernicia Cerifera Cera/ Carnauba Wax, Ethylene/ Acrylic Acic Copolymer, Styrene/ Acrylates/ Ammonium Methacrylate Copolymer, Cera Alba/ Beeswax, Synthetic Beeswax, Bis- Diglyceryl Polyacylapaptide- 2, Polybutene, Cetyl Alcohol, Steareth- 20, Glyceryl Dibehenate, Steareth- 2, Phenoxyethanol, Hydroxyethylcellulose, Acacia Senegal Gum, Tribehenin, Caprylyl Glycol, Glyceryl Behenate, Sodium Dehydroacetate, Hydrogenateg Jojoba Oil, Hydrogenated Palm Oil, Disodium EDTA, Butylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Tetrasodium EDTa, Ricinus Communis Oil/ Castor Seed Oil, Maltodextrin, Potassium Sorbate, BHT, Centaurea Cyanus Flower Extract 


9 września 2017

Chanel Les 4 Ombres Road Movie... jesienne inspiracje :)


Za oknem tak juz bardzo jesiennie... czas wyciagnac cieple swetry i szaliczki. Wiekszosc firm wypuscila juz swoje jesienne kolekcje i choc zapieralam sie, ze nic nie kupie... to jak zobaczylam nowa paletke, natychmiast przepadlam i wiedzialam, ze musze ja miec. Opakowanie standardowe od lat... uwielbiam ta prostote i czern chanelowych opakowan.


W ofercie sa dwie palety i obie cudne ale ja sie ograniczylam do jednej, tu przekonalo mnie zestawienie kolorow. Wlasnie takie jesienne idealne dla mnie. Zawartosc to 2g


Road Movie to dwa cienie, ktore sa praktycznie matowe i dwa z polyskiem... bardzo mi sie podoba takie polaczenie. Chanel do tej pory przewaznie mial bardziej blyszczace cienie i te sa tez prasowane. W tej drugiej paletce wygladaly na wypiekane, tak jak to kiedys w europejskich wersjach bylo. Na szczescie nasycenie w obu przypadkach jest rewelacyjne i tu widze jak wiele zmienilo sie w przeciagu ostatnich lat. Duza konkurecja zmusila wiele firm do poprawienia jakosci swoich cieni i bardzo mnie to cieszy.


Widac to juz na swatchach, ktore bez bazy prazentuja sie swietnie. Dwa srodkowe cienie maja polysk ale nie jest to typowa perla, te sa o wiele bardziej subtelne.


Paletka daje nam sporo mozliwosci mimo, ze mamy tylko 4 cienie. Mozna nia zrobic rozne werjse dziennych makijazy ale mozna tez wyczarowac cos mocniejszego na wieczor. Ja oczywiscie mam je nalozone na baze ale nie po to zeby wydobyc z nich kolor, bo tego naprawde nie trzeba... po prostu inaczej sie cienie u mnie nie trzymaja i tu bez wzgledu na firme. W kazdym badz razie jestem bardzo zadowolona z zakupu i chetnie po nie siegam... na przemian z YSL, ktora jakis czas temu pokazywalam :)


Pozostale kosmetyki uzyte w makijazu. 



20 sierpnia 2017

Maestro Glow bi-phase elixir pierwsze wrazenia :)


Ogolnie nie jest to zadna nowosc i gdyby nie to, ze nie podszedl mojej bratniej duszy (Wasza Wysokosc :*) ... to nie wiem, czy w ogole bym po niego siegnela, tym bardziej ze w kolejce czeka Power Farbic. Na jej suchej skorze podklad sie zupelnie nie sprawdzil, na mnie mieszancu jest po prostu bajka. Kiedys jeszcze na sroczym blogu pisalam o podkladzie Maestro... bardzo go lubilam i tez sie u mnie swietnie sprawdzal. Czasami mam wrazenie, ze Armani robi podklady wlasnie dla mnie, bo wiekszosc z nich wyglada u mnie dobrze i bardzo chetnie po nie siegam. 


Wg producenta: 

- Odżywczy i rozświetlający. 
- Wzbogacony w starannie wyselekcjonowanymi olejkami z pestek moreli, passiflory oraz ryżowych otrębów. 
- Komfortowa formuła z olejkami pozostawia skórę miękką, daje uczucie nagiej skóry, pozwala skórze oddychać. 
- Lekki... bazuje na technologii użytej w legendarnych podkładach Maestro oraz unikatowej formule olejków. 
- Ochronny z SPF 30 oraz olejki zabezpieczają skórę przed utratą nawilżenia. 
- Dzięki formule Micro Fil™ stopień krycia zależy od indywidualnych potrzeb, każda nałożona warstwa zwiększa stopień krycia.


Tak... niestety tak samo jak w przypadku Maestro i tu mamy kretynska pompke ale lepsze to jak nic, ciagle zdazaja sie podklady nie majace nic oprocz korka. Nie jest zle. Podklad jest bardzo plynny i faktycznie dwufazowy. Gdy postoi dwa dni nieuzywany olejki zbieraja sie na gorze, dlatego przed kazdym uzycie trzeba porzadnie wymieszac. Standardowo mamy 30 ml i sa to bardzo wydaje podklady. SPF 30 jak najbardziej mile widziany, moj ulubiebiec Lasting Silk UV ma tylko SPF 20. Nie mialabym nic przeciwko wiekszej ochronie.


Kolor... wiadomo jak dostalam w spadku, to nie mialam zbytni wplywu na kolor ale o dziwo idealnie mi pasuje. Z tym, ze to nic nowego... Armankowe podklady nie maja tej samej tonacji we wszystkich oferowanych na rynku. Kazdy z nich troche sie rozni i w kazdym mam inny numer. Ten wydaje sie o wiele ciemniejszy w butelce od Lasting Silk UV, ktory mam w kolorze 5.5 a mimo wszystko swietnie sie stapia z moja skora i jest praktycznie niewidoczny. Obie jestesmy zdania, ze na skorze wyglada jasniej jak w butelce. Do tego ciagle jeszcze jestem opalona po urlopie.


Czworka to zoltek... taki troche bardziej cieply. Tu widac plynnosc tego podkladu :)


Zaskoczylo mnie jego krycie. O dziwo jest calkiem przyzwoite a wydawalo mi sie, ze przy tej lekkosci to bedzie minimalne. Moje przebarwienia ladnie kryje, wystarcza jedna warstwa z wieksza iloscia nie eksperymentowalam ale nie wiem czy w koncu sie na mieszancku nie zwazy. Lepiej uzyc dobrego korektora i mniejszej ilosci podkladu.


Idealnie stapia sie u mnie ze skora i po chwili jest niewidoczny... tzn. podklad, bo efekt jest jak najbardziej widoczny i dokladnie taki jaki od takiego podkladu oczekuje. Ten "glow" tez nie jestjakos taki bardzo mocny. Wyglada sie swiezo ale nie ma to nic wspolnego z bombka. 

Sprawdza sie w gorace dni i trzyma sie u mnie dobrze. Sciera sie rownomiernie i nie robi plam. Naprawde nawet jakbym chciala, to nie moge sie do niczego przyczepic. Dla mnie to kolejny rewelacyjny Armankowy produkt, ktory na pewno zostanie ze mna na dluzej. 



2 sierpnia 2017

Couture Variation YSL... moje wrazenia :)


Paletka, ktora kupilam juz jakis czas temu i tak sobie lezala i czekala na swoja kolej. To byla limitowana edycja, dostepna byla w dwoch wersjach kolorystycznych i o ile ta druga bardziej naturalana ciagle jeszcze jest dostepna... ta jest o wiele trudniej do zdobycia, dlatego ciesze sie, ze ja mam :)


Tuxedo to paleta 10 cieni wg producenta podzielonych na baze czyli ten jasny cien po lewej i 3 x 3 cienie o roznej intensywnosci... i o roznych wykonczeniach. Wagowo mamy tu 6.5 g


Kolory jak dla mnie idealne... wszystko co lubie i mam tu wszystko czego mi potrzeba do wyczarowania przeroznych makijazy. Pigmentacja porzadna i sa bardzo przyjemne w uzyciu, dobrze sie je rozciera i ladnie sie lacza.


Uzylam piatego cienia z lewej i dwoch ostatnich... bardzo lubie takie polaczenie. Makijaz swietnie sie trzymal... oczywiscie na bazie.


22 lipca 2017

Rouge Coco Stylo... z bliska :)


Juz pare razy przygladalam sie tej pielegnujacej pomadce ale do tej pory dostepna byla w mocniejszych i zdecydowanie bardziej wyrazistych kolorach a ja jak wiadomo lubie lekko i nudkowato :) ... na szczescie w koncu sie zlitowali i wypuscili cos dla mnie.


217 Panorama to wlasnie taki cieply nudziak. Jak dla mnie ideal na codzien. Do poprawiania ust bez lusterka i w biegu. Krzywdy to raczej nikt sobie nim nie zrobi.


Faktycznie pielegnuje, usta sa dobrze nawilzone. Nie trzeba sie tez obawiac, ze wlosy nam sie do niej przykleja... jedyne co mozna by jej zarzucic, to dosc szybkie zuzywanie. W opakowaniu mamy 2g i znika to o wiele szybciej niz zwykla pomadka. Na pewno przy regularnym uzywaniu nie uda nam sie jej przeterminowac ale przy cenie, ktora nie jest bardzo przyjazna, takie szybkie zuzywanie nie jest mile widziane.


Niewiele tez ma ten produkt z blyszczyka. Bo z opisu producenta, to powinno byc wszystko w jednym. Dla mnie to bardzo przyjemna pomadka pielegnujaca. Nie wiem... moze te mocne kolory daja bardziej "taflowy" efekt, Panorama jest bardzo delikatna. Na moich jasnych ustach wyglada bardzo naturalnie.


30 czerwca 2017

Emiraty... takie tam rozne informacje :D

Pogoda dzis paskudna, leje i leje... i konca nie widac. Tak sobie pomyslalam, ze to calkiem dobry moment, zeby dokonczyc kolejny urlopowy post. Dzis opowiem wam troche o tym kiedy i gdzie najlepiej sie wybrac... tak zeby miec niezapomniane wakacje :)



Dwa najbardziej znane i lubiane przez urlopowiczow Emiraty to Dubaj i Abu Dhabi. Otwarte na turystow, gdzie kazdy znajdzie cos dla siebie ale wlasnie warto popatrzec wczesniej na to, czy naprawde dostaniemy to co sobie wymarzymy. Oferty kusza bajecznym plazami i luksusowymi hotelami i choc tam czesto jest tak, ze to co sie swieci to zloto... to nie znaczy, ze bedzie to to czego oczekujemy.

Dubaj to metropolia... olbrzymia i niezliczona iloscia drapaczy chmur ale tez duzymi odleglosciami i miasto samo w sobie nie jest idealne dla tych, ktorzy chcieli by odpoczac w otoczeniu natury i poszukujacych spokoju. Pamietajmy, ze te miasta wyrosly na pustyni... tu nie ma starowek, miesc gdzie mozna sie godzinami szwedac waskimi uliczkami. Przede wszystkim nie w tym klimacie. Powietrze w wielkich miastach stoi i o ile jeszcze jest sucho to jest pol biedy ale jak pojawi sie wilgoc... to robi sie strasznie. Hotele w wiezowcach gwarantuja bajkowe widoki, szczegolnie gdy jest ciemno i miasto jest rozswietlone tak, ze chyba bardziej sie nie da... ale to z drugiej strony czesto spore odleglosci do plaz i niewielkie (jak na wielkosc hotelu) baseny. Plaze sa czesto sztucznie wysypane przy kanalach... na pewno ladne ale nie jest to otwarte morze. Palma jest ogromna ale to tez w sumie skupisko wysokich domow z apartamentami i hoteli. Dubaj jest idealny dla tych, ktorzy zatrzymuja sie w Emiratach "przelotem", na pare dni albo dla milosnikow zakupow. W najwiekszym dubajskim centrum handlowym spokojnie mozna spedzic tydzien i przy kazdej wizycie sie tam zgubic :D

O Dubaju wiecej napisze w poscie o moich urlopowych wyprawach.



Dla mnie osobiscie o wiele lepszym wyborem jest Abu Dhabi. Najwiekszy z Emiratow ma w swojej ofecie wszystko co tylko zapragniemy (pod wzgledem hotelowym). Tu mamy naturalne wyspy i najpiekniejsze plaze... a do tego tez miasto z wysokimi budynkami i centra handlowe. 

W zwiazku z tym, ze tam naprawde jest goraco... warto wybrac hotel z plaza. Rozmawialam z dziewczynami, ktore mialy hotel w centrum Abu Dhabi i przyznaly, ze spacery w ciagu dnia na plaze, nie naleza do przyjemnosci a basen w hotelu byl polozony wysoko a do tego byl niewielki. Gorace powietrze unosi sie do gory, spaliny reszta tez. 
Ja bylam na naturalnej wyspie Saayad (wyspa szczescia) o powierzchni okolo 27 kilometrow kwadratowych, ktora ma najladniejsza plaze o dlugosci 9 km z cudnym drobnym i jasnym piaskiem. Szerokosc okolo 80 m w zaleznosci od stanu wody. Morze samo w sobie bajka ale trudno bylo powiedziec, zeby dawalo ochlode. Dno piaszczyste bez zadnych niespodzianek. Od wody wial przyjemny wiaterek, ktory pozwalal zapomniec o tym, ze jest tak goraco, przez co bywalo niebezpiecznie. Latwo sie spalic na skwarke ale z drugiej strony bez poblemu mozna wytrzymac caly dzien na plazy.



Wydmy sa pod ochrona i ogolnie ta plaza jest miejscem legowym dla zlowi. W wodzie czesto widac delfiny, mozna spotkac tez inne ryby wyskakujace nagle obok jak sie plynie. Fale czasami sa, czasami nie ma ale ogolnie sa to nieduze fale, nie ma obawy, zeby kogos przewrocily ;)


Zaraz obok mojego hotelu byla publiczna plaza, z parasolami i lezakami. Na szczescie sama w sobie jest tak duza, ze chyba jest to niemozliwe, zeby bylo tam tloczno. Nalezalo by to jeszcze wspomniec, ze w Emiratach caly czas sie intensywnie buduje. Budowy sa wszedzie i pewnie to jeszcze pare lat potrwa a potem nie bedzie juz miejsca i z plazowych widokow znikna dzwigi. U mnie w poblizu tez byla budowa... dwa nowe hotele ale na tyle daleko, ze nie bylo na terenie hotelu nic widac ani slychac.



Emiraty ogolnie nie sa tanie. Wybierajac tak jak ja opcje tylko ze sniadaniem trzeba sie liczyc z tym, ze obiado - kolacje beda kosztowac ale z taka opcja ma sie wiecej czasu do zagospodarowania. Koszt obiadu z napojami w 5* hotelu na dwie osoby to okolo 80 - 100€ ... dlatego lepiej jest poza hotelem, zreszta nie po to jade na urlop, zeby siedziec w hotelu. Nie da sie tu wyjsc... i zaraz pod nosem ma sie knajpy i restauracje. Z tym, ze dla chcacego nic trudnego. Podrozowac mozna taksowkami... 25 km to srednio 8€. Taksowek jest pod dostatkiem i jezdza wg taksometru, wiec nie trzeba sie obawiac, ze zostaniemy oskubni. Nasze ulubione knajpy byly w Yas Mall, centrum handlowym polozonym na wyspie Yas... gdzie oprocz roznych restauracji i fast foodow na kazda kieszen mamy tez okolo 400 sklepow i park rozrywki Ferrari World.

HP to tez dobre rozwiazanie ale wtedy trzeba byc o okreslonej porze w hotelu i roznorodnosc tez jest w pewnym stoniu ograniczona. AI jest malo gdzie oferowane, choc pewnie jakby sie poszukalo, to tez sie znajdzie. 



Hotele rosna jak grzyby po deszczu... 5* resorty i miejskie drapacze chmur. Jak juz pisalam wybor jest duzy i wszystko zalezy od tego co kto lubi i czego oczekuje. Cenowo wszystko zalezy od tego kiedy Emiraty odwiedzamy. Sezon zaczyna sie w pazdzierniku a konczy na poczatku maja. Wtedy temperatury sa w okolicach 25 - 30 stopni a ceny wiadomo wysokie. Ja spokojnie moge wam polecic maj. Idealny miesiac na urlop, glowie z tego powodu, ze ceny gwaltownie leca na dol. Kojarzycie z filmu Sex and the City luksusowy hotel Emirates Palace w Abu Dhabi... na poczatku czerwca mozna tam dorwac pokoj ze sniadaniem w calkiem przystepnej jak na Emiraty cenie. W przypadku mojego hotelu cena pod koniec maja byla o polowe mniejsza jak pod koniec pazdziernika.


Podczas pobytu mialam srednio 35 - 40 stopni i musze przynac bardzo mnie to zaskoczylo, ze w tamtym klimacie jest to calkiem znosna temperatura. Emiraty maja klimat pustynny... czyli ogolnie suchy a jak jest sucho to sie czlowiek nie poci... jak sie nie poci, to nie jest mu az tak goraco. Owszem czuje sie to, ze jest cieplo... goraco ale jest to calkiem przyjemne. Gorzej jak wzrosnie wigotnosc powietrza, wtedy faktycznie wszystko sie klei i robi sie malo przyjemnie. U mnie trafil sie jeden taki dzien, wiec bez problemu dalo sie go zniesc... na plazy dalej bylo przyjemnie :)



Musze tez wspomniec o Ramadanie. Nie taki on straszny jak sie slyszy... a wrecz przeciwnie ma tez swoje plusy. W sumie nie ma zbyt wielkiego wplywu na zycie turysty. Owszem jest moze spokojniej ale wycieczki sa dopasowane do tego okresu i nie ma problemu. W hotelu nie ma w ciagu dnia alkoholu i to tyle... pozatym nie ma organiczen. W miejscach publicznych nie nalezy jesc, pic, sluchac glosno muzyki ani sie wyglupiac i to tez wszystko. Na wyprawach picie mielismy w aucie a jesc w ciagu dnia i tak sie nie chce... przy tych temperaturach. W Dubai Mall ta czesc gdzie jest Fast Food jest otwarta i mozna bylo w ciagu dnia cos zjesc i wypic... knajpy i restauracje otwieraly po zachodzie slonca, czyli okolo 19. 

Ramadan to idealny okres dla tych ktorzy kochaja zakupy i obnizki. W wielu centrach handlowych mozna znalezc naprawde swietne ceny... obiecane do 70% sa nie tylko na reklamowych plakatach ale takze na metkach w sklepie.

To takze dobry okres dla tych co maja w hotelu tylko sniadanie. Restauracje maja podczas Ramadanu specjalne oferty, gdzie mozna naprawde dobrze zjesc za o wiele mniejsza cene. Jak na przyklad nasze jedzonko gdzie w ofercie byla zupa, salata, danie glowne i deser a do tego napoje za okolo 25€ na osobe. I tak czesto wychodzilo... do 30€ ... poza Ramadanem ceny byly troche wyzsze i nie ma takich zestawow.



Abu Dhabi centrum to o wiele mniejsza ilosc drapaczy chmur jak w Dubaju ale mimo wszystko robi to wrazenie. 



Na ponizszym zdjeciu jedno z rozczarowan. Tower jest czescia Marina Mall i naprawde szkoda, ze nie jest to lepiej pomyslane. Bo ogolnie z zewnatrz i z dolu wyglada bardzo ciekawie... myslalam, ze mozna fajne zdjecia porobic, szczegolnie wieczorem. Niestety sam spodek jest w rekach azjatow. Wyglada to hmmm... trudno okreslic ale na pewno nie zachecajaco. Szyby sa brudne i wsciekle podswietlone, co uniemozliwa zrobienie fajnych zdjec. Sam lokal zaniedbany i podupadly. Naprawde szkoda, bo mozna byc tam zrobic cos naprawde ciekawego. Zeby tam moc posiedziec i ughh... zrobic zdjecia trzeba kupic cos do picia albo do jedznia. Kawe wypilismy ale nie odwazylabym sie tam nic zjesc. Do tego jeszcze chcieli mnie oszukac i musialam wypuscic pitbulla i upomniec sie o reszte. Bo po prostu uznano to bez pytania za napiwek. Pomijajac, ze panna co nas obslugiwala miala tak naburmuszona mine, ze chetnie bym ja z tej wiezy w przyspieszonym tempie na dol wyslala.



Zdecydowanie lepszym rozwiazaniem jest kolo widokowe, ktore znajduje sie przed centrum handlowym. W klimatyzowanej kabinie mozna spokojnie podziwiac zachod slonca i ogladac okolice. Ma sie wystarczajaco duzo czasu na zrobienie zdjec. A cena tez jest przystepna... z tego co pamietam okolo 25€ za osobe.



Abu Dhabi wieczorowa pora :)






Swietne nocne zdjecia mozna zrobic z mostu ktory widac na zdjeciu powyzej. A przy okazji po prawej widac kawalek hotelu Emirates Palace i spora prywatna plaze, na ktora piasek sprowadzono z pustyni... pustynny piasek nie klei sie do stop i innych czesci ciala ;)



18 czerwca 2017

Nudziakowa paletka Les Beiges Chanel

Ogolnie z seria Les Beiges to mi tak srednio po drodze. Raz mi te produkty pasuja, potem znowu nie i tak w kolko. A jednak cos w nich jest, bo jak sie cos nowego pojawia, to przyciaga mnie i przewaznie na cos sie skusze. Tak tez bylo w tm przypadku. Jak tylko ta paletke zobaczylam, to wiedzialam, ze musze ja miec.


Lubie te proste i eleganckie opakowania. Zarowno te typowe czarne jak i te od Les Beiges. Nazwa troche przydluga Healthy Glow Natural Eyeshadow Palette a w srodku kryje sie calkiem praktyczny zestaw, w kolorach ktore mnie osobiscie bardzo przypadly do gustu. zawartosc puderniczki to 4,5 g.


To uniwersalna paletka w dosc stonowanych i nudziakowych kolorach, idealna na szybki makijaz i na wszelkie wyjazdy. Podoba mi sie to, ze moge machnac nia oko i brew... i w obu przypadkach sprawdza sie bardzo dobrze.


Cienie matowo - satynowe i jeden z polyskiem. Na ponizszym zdjeciu mamy je bez zadnej bazy... i o ile nie wyglada to moze imponujaco, to mozna tez nia wyczarowac mocniejszy makijaz. A jak juz pisalam, ciemny cien swietnie nadaje sie do podkreslenia brwi.


Trwalosc na bazie calkiem dobra, wiadomo wszystko zalezy od powieki. Efekt podoba mi sie bardzo... zarowno ten na oku jak i na brwi. To taka idealna paletka jak trzeba cos ze soba zrobic a nie ma sie czasu ani pojecia na co ma sie ochote. W nudziakach zawsze bedzie sie wygladalo dobrze ale wiadomo tez, ze krzywdy nie da sie tym sobie zrobic.


Jestem zadowolona z zakupu. Wiadomo ie jest to cos, co koniecznie trzeba posiadac ale dla mnie jest to dobre rozwiazanie i ostatnio chetnie po nia siegam.