Tak mi sie skojarzylo, ze wieki nie bylo denkowego posta. Nazbieralo sie troche kolorowki i w sumie glownie kolorowki, przez to, ze moja pielegnacja jest dosc stala. I zuzywam owszem... nawet sporo ale jak popatrzylam to w przypadku niektorych produktow mialabym teraz trzecie puste opakowanie. Glowie oczywiscie w pielegnacji twarzy. Jezeli chodzi o kosmetyki kolorowe, to zuzywam co mam a jak cos lubie to kupuje na ich miejsce kolejny taki sam produkt. Przestalam tak eksperymentowac, prawde mowiac szkoda mi pieniedzy a do tego przestalo mi to sprawiac radosc, co widac tez na blogu. Z wiadomoego powodu ale nie ma sensu po raz kolejny o tym pisac. Moja aktywosc tu jest delikatnie mowiac mizerna ale o was moglabym powiedziec to samo :P. Jakby nie bylo blogowanie samo w sobie dalej sprawia mi frajde, wiec nawet jak pisze sama dla siebie. Nie wiem jak to bedzie z denkami. Od ostatniego minal prawie rok...

Tusze... znalazlam takie co mi sluza a do tego nie ma co ukrywac, na rzesach pedzonych na odzywkach wiekszosc wyglada dobrze.
Le Volume de Chanel (dwa opakowania w denku) kolejne w uzyciu. To chyba mowi samo za siebie. Z tym, ze jest to wersja wodoodporna. Absolutnie uwielbiam i zostanie ze mna na zawsze albo do momentu gdy Chanel ja wycofa lub ulepszy... obie opcje beda katastrofa ;)
Marc Jacobs O!MegaLash taka sama sytuacja jak w przypadku Chanel. Kocham i sciagam z pl, moze jak w koncu bedzie Sephora w de, to beda mieli Marca w asortymencie (plizzzz...).
By Terry Growth Booster to bardzo przyjemny codzienny tusz, ladnie podkreslajacy i rozczesujacy rzesy. U mnie dobrze sie trzymal... nie robil pandy i sie nie kruszyl. 8 ml to przyzwoita zawartosc aczkolwiek firma ma dosc wysokie ceny.
D&G Passioneyes to tusz ktory bardzo cieplo wspominam. Podlinkowalam post ze sroczego bloga, jakby ktos byl zainteresowany. U mnie niestety bardzo kiepska dostepnosc. Zawartosc to 7 ml. Moze kiedys jak dorwe go w korzystnej cenie to kupie, bo bardzo podobal mi sie efekt na rzesach.
Blyszczyki... zuzywam, co przy posiadanej ilosci nie jest takie proste ;)
Burberry Lip Glow to dosc gesty i przyjemny blyszczyk. Ladnie pielegnuje usta. Pigmentacja dobrza, kolor jest widoczny na ustach.
MAC Cremesheen Glass byl moim ulubiencem. Limitowana edycja w kolorze "japanese spring"... ehhh kocham i duzy smuteczek, ze juz sie skonczyl.
Chanel Levres Scintillantes w kolorze 437 i 206. Ten 437 bardziej blyszczacy i transparentny, podkreslal kolor ust albo wlasciwie uwydatnial ale jezeli chodzi o krycie, to 206 jest bardziej napigmentowany.
Hourglass Immaculate Liquid Powder Foundation dlugo go uzywalam, niesamowicie wydajny ale drogi i jak to bywa ciezki do zdobycia. Ja musze kosmetyki tej firmy sciagac z uk. Bardzo go lubie ale pewnie nie kazda skora bedzie go akceptowac. Sucharki moga miec problemy. Tak mi sie przynajmniej wydaje. Na mojej mieszanej sprawdzil sie swietnie. Cieplo wspominam. (post na sroczym)
Hourglass Amnient Lighting Powder (Ethereal Light) to jeden z moich ulubionych pudrow wykonczeniowo - rozswietlajacych. Calkiem mozliwe, ze kiedys do niego wroce... jak uszczuple troche zawartosc moich szuflad.
YSL Touche Eclat kultowy kosmetyk tej firmy, ja niestety jakos nigdy sie do niego nie przekonalam. Nie wiem... moze po prostu to nie jest kosmetyk dla mnie. Zuzylam i wiecej do niego nie wroce.
Rock&Republic Chiffon Exhibition Powder dostalam kiedys w darach losu od Urbi, wieki temu... fajny puder ale dostepnosc zerowa. Zuzyc zuzylam ale mam inne tego typu, wiec zalu specjalnie nie ma.
Bazy pod cienie... hmmm... aktualnie nie sluzy mi zadna. Tak w 100%.
Zoeva Eyeshadow Fix Matte jest w porzadku, wiekszosc cieni trzyma sie na niej dobrze ale mam dni kiedy niestety nie jest tak jakbym chciala. Jednak chwilowo siegam po nia najczesciej, bo ma przystepna cene.
Too Faced Shadow Insurance (lemon drop) niestety nic z tego nie wyszlo. Ladnie podkresla kolor cieni ale z trzymaniem sie na moich powiekach nie jest juz tak ladnie, nie pozostalo mi nic innego jak sie z nia pozegnac.
Filtry... cos czego nie moze zabraknac w zadnej kosmetyczce.
Shiseido UV Protective Compact Foundation SPF 30 byl przez lata moim letnim (glownie urlopowym) towarzyszem. Nawet bardziej ten w kompakcie jak plynny. Wodoodporny sprawdzal sie dobrze takze w tropikach ale w tym roku zastapilam go produktem z ostatniego posta. Jakby nie bylo kosmetyk sam w sobie swietny i godny polecenia.
Chanel UV Essentiel SPF 50+ to najlepszy filtr pod makijaz jaki do tej pory mialam. Kocham bardzo mocno, w uzyciu kolejne opakowanie i jedno mam jeszcze w zapasie. Bo tu mamy klops. Chanel go wycofalo... i moglabym tu naprawde cos brzydkiego napisac ale to niestety niczego nie zmieni. Dlaczego tak sie stalo nie wiem. Moze chca wprowadzic inny... albo ten (o zgrozo) ulepszyc. Wiadomo jak to z tymi ulepszeniami jest... czego, gesto nienajlepiej. Ja jestem na te i przyszle lato zabezpieczona a co bedzie pozniej, to sie zobaczy.
Kolejny temat rzeka to odzywki do rzes. Na szczescie znalazlam taka, ktora mi sluzy i ktora moje slepia dobrze znosza i przy niej pozostane.
Realash tak to wlasnie ona... jedyne co moglabym jej zarzucic, to ze konczy mi sie szybciej, mimo ze wszystkie do tej pory uzywane mialy po 3 ml. No coz... to jestem jeszcze w stanie wybaczyc. Najwazniejsze, ze rzesy ladne a slepia nie sa podraznione.
Xlash uzywalam wczesniej. Ogolnie bylam zadowolona... tolerancja byla ok. Niestety przy wymianie rzes bylo widac braki, co mnie zawsze troche irytowalo. Bo kto lubi wygladac jak wylniala kura. Tym bardziej, ze nie byla to rowna wymiana i raz to bylo lewe a raz prawe oko.
Perfumy :)
Jour d'Hermes uwielbiam i na pewno do nich wroce ale moze teraz dla odmiany skusze sie na Absolu.
Bvlgari Omnia Paraiba bardzo przyjemny i lekki dzienny zapach. Uzywalam do pracy. Lubie zapachy tej firmy... Omnie ogolnie dobrze wypadaja. Moze kiedys jak mi gdzies okazyjnie w lapki wpadnie.
Pielegnacja twarzy... to w sumie jedna firma i kolejne zuzyte opakowania, ktore sie bede ciagle pojawiac. Te z tylu zdjecia opisalam juz w poprzednim denku, wiec nie bede sie powtarzac.Trzy produkty z przodu pojawily sie w denku po raz pierwszy.
Chanel Hydra Beauty Micro Serum to lekki i przyjemny kosmetyk. Takie lubie na lato, szybko sie wchlaniaja i nie pozostawiaja na skorze filmu. Trudno stwierdzic dzialanie po jednym opakowaniu, tym bardziej ze uzywam na zmiane z pozostalymi kosmetykami. Ogolnie lubie ale pewnie skusze sie na wersje w kremie, ktora teraz ma sie pojawic.
Chanel Le Lift Serum to niestety najslabszy produkt z serii Le Lift. Uzywalam na dzien, pod makijaz ale jakis specjalnie wrazenia na mnie nie zrobil, wiec sobie daruje... pozostane przy ulubiencach.
La Solution 10 de Chanel jest wlasnie takim moim ulubiencem. Co prawda to nie jest serum, to jest jeden z bardziej prostych kremow jakie mozna spotkac na rynku. mimo wszystko radzi sobie calkiem dobrze. Moja skora go lubi, swietny na lato. Kolejne opakowanie czeka na swoja kolej.
Nip + Fab Skin Glycolic Fix to platki oczyszczajace do skory, majace tez dzieki zawartosci kwasu, pomagac w zluszczaniu. U mnie dzialania nie zauwazylam ale to tez nic nowego... tego typu produkty ogolnie sie u mnie nie sprawdzaja. Gruboskorna jestem i tyle.
Long4Lashes po raz pierwszy goszcza w moim denkowym poscie. Szampon bardzo lubie i mam kolejne opakowanie. Moja fanaberyjna skora glowy dobrze go znosi a przy tam spelnia swoje zadanie. Serum nie jest zle ale niestety ja tego typu produktow nie moge uzywac tak jak nam zaleca producent. I to nie tylko w przypadku tej firmy.Takie sera maja to do siebie, ze nie tylko wcieramy je w skore glowa ale takze we wlosy, ktore przewaznie pozniej wygladaja jak nieumyte. Co jakis czas kupie taki kosmetyk i uzywam go wtedy jak wiem, ze rano bede myla wlosy a do tego pozostawiam na skorze cala noc.
Pozostale produkty do wlosow.
Bumble&Bumble Full Potential Shampoo to seria majaca pomoc przy problemach z wypadaniem wlosow. Szampon skonczylam... odzywke jeszcze mam. Dzialania specjalnie nie zauwazylam.
Bumble&Bumble Thickening Shampoo to produkt pogrubijajacy wlosy. Mialam kiedys miniaturki i bylam zadowolona, w przypadku pelnowymiarowki jakos ten efekt nie byl juz taki jak bym chciala. Tu tez zostalo mi jeszcze sporo odzywki. Problem jest taki, ze powinno sie uzywac na cale wlosy, bo w koncu uniesc chcemy tez przy nasadzie ale niestety przyspieszaja mi przetluszczanie sie wlosow.
Alterna Caviar Anti Aging Seasilk to odzywka bez splukiwania do wlosow brazowych, wzmacniajaca i dajaca ochrone uv. Cos mi sie wydaje, ze juz jej nie ma w sprzedazy. Ja mam jeszcze jdno opakowanie. Lubie bo pomaga rozczesac wlosy i nie obciaza mi ich dodatkowo.
Organix Coconut Water Shampoo to kosmetyk o cudnym zapachu i niestety u mnie mizernym dzialaniu. Ze wszystkich produktow tej firmy, te kokosowe wydadly najslabiej.
Organix Argan Oil of Moroco Shampoo sprawdzil sie u mnie lepiej. Nawet go lubilam... czy kupie pelnowymiarowe opakowanie to nie wiem. Aktualnie powrocilam do Alterny.
Rituals Yogi Flow to pianka do mycia ciala. Produkt bardzo fajny, ja lubie zel w formie pianki... z tym, ze to zdecydowanie nie moj zapach.
Rituals Fortune Oil to zdecydowanie bardziej moje klimaty. Zarowno forma olejku pod prysznic bardzo mi sie podoba, jak i zapach, ktory jest po prostu obledny.
Kosmetyki tej firmy naleza do moich ulubionych i regulanie goszcza w mojej lazience, tylko jak widze, nie wszystkie opakowania wyladowaly w szufladzie... czesc z nich poleciala do kosza.
Biotherm Firm Corrector to jeden z moich ulubiencow jeszeli chodzi o napinanie i wygladzanie skory. Pieknie pachnie i dobrze sobie radzi... na pewno do niego wroce.
***
The End