Tarte Shape Tape Concealer to chyba juz kultowy produkt. Dlugo go omijalam, bo w sumie nie wiedzialam czy go potrzebuje. Tyle innych uzywalam ale jakos zadnen mnie nie zachwycil. Trudno mi bylo uwierzyc, ze ten moze byc lepszy... korektor to korektor. W koncu jednak sie skusilam. Ciekawosc... w obecnych czasach coraz trudniej znalezc cos, co potrafi naprawde zainteresowac.
10 ml dostepny w 14 odcienach z mega pacynka, nie do konca rozumiem dlaczego taka ale ogolnie jest w porzadku. Mam w odcieniu Light Neutral i mimo, ze kupilam nie mogac dokladnie dobrac koloru, to udalo mi sie calkiem dobrze dobrac kolor.
Korektor jest kremowy i naprawde dobrze kryjacy, nie da sie ukryc bardzo go polubilam. Co prawda pomaga mi glownie wyrownac koloryt skory i ukryc moje przebarwienia ale z tym radzi sobie bardzo dobrze. Moge go uzywac pod slepia... nie zbiera mi sie w zalamaniach skory, wyglada naprawde dobrze ale to pewnie zalezy od stanu skory. Bo jakby nie bylo jest to dosc gesty produkt. Ja na pewno przy nim pozostane i jak mi sie skonczy to kupie ponownie. Dostepnosc moglaby byc lepsza ale moze kiedys to sie zmieni.
Dodatkowo skusilam sie na drugi korektor TARTE Maracuja Creaseless Concealer.
8 mg w tubce dostepny w 13 odcieniach. To w sumie bardziej cover krem o bardzo gestej konsystencji i choc zalecany jest do ukrywania cieni pod oczami, to ja go wole uzywac jak musze cos ukryc. Zawiera wyciag z marakui, witamine C i E. Moj jest w odcieniu Light - Medium Neutral.
Ogolnie mam wrazenie, ze go tam strasznie malo w tej tubce i rzadziej po niego siegam jak po Shape Tape. 28,00€ to dosc wysoka cena i lepiej sie na ten drugi zdecydowac bo kosztuje 26,00€ a jest go tez wiecej w opakowaniu.
Oba kolory sa dosc jasne ale mimo tego, ze powinny byc neutralne... to jak dla mnie na skorze widac, ze maja troche rozowych podtonow. Szczegolnie Shape Tape.




