Dlatego pomyslalam, ze puder w takim opakowaniu moze troche lepiej sie sprawdzi, objetosciowo jest to zdecydowanie wiecej. Choc na pewno spray ma najlatwiejsza forme aplikacji.
Lulu Organics Hair Powder to jak widac po nazwie produkt organiczny. O nie powiem, naprawde bylabym szczesliwa gdyby sie sprawdzil. O ile chemia ogolnie mi nie przeszkadza, to skalpik fanaberyjny i naturalne kosmetyki sa mile widziane. Choc z drugiej strony moja skora glowy albo cos lubi albo nie i jest to bez znaczenia jakiego pochodzenia sa zawarte w nim skladniki.
Retro opakowanie, przypominajace mi troche te od roznych kuchennych przypraw ale nie o urode chodzi a praktycznosc i tu male siteczko przez ktore wydostaje sie produkt, jest jak najbardziej na miejscu. Puder jak to puder lubi latac w powietrzu, bielac wszystko dookola. Zawarto opakowania to 113g. Z tego co widzialam w necie, dostepne sa tez male podrozne opakowania 28g. Zeby jeszcze mozna je bylo kupic to byloby cacy, niestety dostepnosc u mnie jest dosc mizerna.
Calosc dostajemy zabezpieczona, tak ze mozemy byc pewne, ze nasz produkt jest nieuzywany i ma pelna zawartosc. Choc u mnie po otwarciu okazalo sie, ze ta plastikowa czesc z sitkiem uwolnila sie z kartonowej reszty i lata sobie luzem a wraz z nia puder ale na szczescie dalo sie to opanowac bez wiekszych strat. Na przyszlosc wiem, ze jakbym miala ponownie kupic... to musze na wszelki wypadek uwazac przy pierwszym otwieraniu. Dostepnych mamy pare wersji zapachowych. W moim przypadku jest to jasmin. Oprocz tego mamy jeszcze paczule + amber, lawende + szalwie oraz trawe + pieprz.
Sklad: *organic corn starch, white clay, baking soda, *organic rice powder, *organic horsetail powder, *essential oils
(*USDA Organic & Oregon Tilth Certified Organic)
(*USDA Organic & Oregon Tilth Certified Organic)
Produkt nie zawiera talku i jak kazdy inny suchy szampon, ma za zadanie odswiezac nasze wlosy, lekko je unosic u nasady i w ogole nadawac im ladny wyglad. Tego typu szampony maja to do siebie, ze czesto pozostaje siwy pyl a wlosy choc wygladaja lepiej, to staja sie dosc matowe. Tu podobno tych "skutkow ubocznych" nie ma... a to sie okaze jak pouzywam.
Wedlug producenta nalezy wysypac sobie troche proszku na rece i wetrzec u nasady wlosow, tak jak to robimy przy myciu. Chwile poczekac a potem porzadnie wyczesac. Czy sprawdzi sie na moich piorkach hmmm... jestem bardzo ciekawa.
Cena tak srednio przyjemna ale wszystko zalezy od wydajnosci. Jezeli produkt wystarczy na dluzszy czas, to jest ok. Warto poszukac roznych ofert, bo czesto sa one dosc skrajne. Ja za moj zaplacilam 30,00€.




